wymaganiapasekadobe

OSP Częstochowa » Pisano o nas



Dzieciaki nurkowały ze strażakami


ospW ubiegłym tygodniu opowiadali dzieciom o nurkowaniu, a w poniedziałek wczoraj Daria, Dagmara, Konrad, Maciek, Bartek i Czarek po raz pierwszy zeszliosp pod wodę. Uzbrojeni w profesjonalny sprzęt, mogli popływać po dnie basenu w al. Niepodległości. Po krótkiej rozgrzewce i poznaniu zasad pracy pod wodą, każdy debiutant zanurzał się ze strażackimi instruktorami - Jackiem Klajnem i Piotrem Jasińskim. Młodzi pływacy zapewniali, że to świetna zabawa, ale również niebezpieczna praca. - Trudno się przestawić z oddychania nosem na oddech ustami. Pod wodą machamy rękami, a to niepotrzebne - mówili. Wszyscy uczestnicy zajęć na pamiątkę dostaną fotografie i filmy dvd z nurkowania.

GW 11-04-2006 | art. Beata Cichoń | foto G.Misiak



Ochrona środowiska


Ryby też nie lubią zimy. Rybom w częstochowskich zbiornikach wodnych grozi tzw. przyducha. Na Pacyfiku czy Adriatyku lód ma prawie pół metra grubości. - Najgorsza sytuacja pojawiła się na Bałtyku, który jest najbardziej zarośnięty przez roślinność podwodną - tłumaczy Antoni Barut z Polskiego Związku Wędkarskiego. - Lód pokrywa warstwa śniegu i do wody nie dociera światło. W takich warunkach rośliny pobierają tlen, wydzielają dwutlenek węgla i ryby się duszą. PZW regularnie sprawdza kondycję częstochowskich wód. - Kupiliśmy specjalny aerator do napowietrzania wody. Od trzech tygodni wycinamy przeręble i wtłaczamy do wody powietrze. Pomaga, ale śnięcia ryb będą na pewno. Zima jest w tym roku wyjątkowo długa, dawno nie pamiętam, żeby w marcu lód był aż tak gruby. Ostatnio tak długo utrzymywał się w 1996 albo 1997 roku - mówi Barut. Wczoraj związkowi przyszli z pomocą strażacy z częstochowskiej Jednostki Ratownictwa Wodnego (na zdjęciu). Oprócz pił przywieźli butle z tlenem. Wycinali lód na najbardziej zagrożonym przyduchą Bałtyku.

GW 10-03-2006



Dostali drugi raz


Częstochowska jednostka ratownictwa-wodnego Ochotniczej Straży Pożarnej oficjalnie dostała od prezydenta Tadeusza Wrony samochód. Korzysta z niego już od wiosny. Ford kosztował 92 tys. zł. Połowę dał magistrat, a połowę Związek OSP Rzeczypospolitej Polskiej. Auto przystosowane jest do przewozu sprzętu takiego jak aparaty powietrzne, skafandry. Wyższa konstrukcja dachu umożliwia przebieranie się nurków do akcji. Można też podczepić przyczepę z pontonem. - Forda mamy od wiosny, ale czekaliśmy na specjalną okazję, by urządzić uroczystość przekazania i poświęcenia - mówi Marcin Łęski, prezes jednostki. Stała się nią wczoraj doroczna msza za zmarłych strażaków w archikatedrze oraz zaprzysiężenie dziesięciu nowych ochotników. Forda poświęcił kapelan strażaków ks. Sławomir Galasiński. Jednostka ratownictwa wodnego liczy ok. 30 osób. Powstała na początku lat 90. Zajmuje się głównie poszukiwaniem ciał topielców i wyławianiem wraków. OSP w mieście liczy sobie 133 lat.


Co kryje glinianka


Maszyna w głębinie. Opowieść o koparce zalanej przez wielką wodę okazała się prawdą. Dzięki strażakom. Płetwonurkowie z drużyny ratowniczej OSP w Częstochowie inwentaryzują stawy i glinianki na terenie miasta. Wczoraj wybrali się nad dawne wyrobisko gliny na Zaciszu. - Na głębokości około ośmiu metrów koledzy Cezary Nowakowski i Robert Wójcik dojrzeli zarysy jakiejś maszyny. Okazało się, że to wielka gąsienicowa koparka, w znacznej części pokryta mułem - opowiada Marcin Łęski, szef częstochowskiej jednostki płetwonurków OSP. Według relacji mieszkańców koparka spoczywa na dnie co najmniej 20 lat. Wówczas to pod naporem wysokiej fali powodziowej pękł wał pobliskiej rzeczki i woda zalała nie tylko gliniankę, ale pracujące na jej brzegu maszyny budowlane. - Do tej pory ta opowieść krążyła po Zaciszu jako lokalna legenda. Teraz okazała się prawdą - mówi Łęski. W najbliższych dniach strażacy-płetwonurkowie zejdą ponownie pod wodę przy Zaciszańskiej, by specjalistycznym sprzętem obfotografować niecodzienne znalezisko.

MAM



AKCJA strażaków


Połowy samochodowe. Wczoraj wieczorem częstochowska Jednostka Ratownictwa Wodnego OSP zeszła na dno Michaliny. Wyłowiła dwa auta. To była rutynowa kontrola tego zbiornika. Dowodzący akcją Piotr Jasiński wysłał pod wodę czterech płetwonurków. Po kilkudziesięciu minutach Cezary Nowakowski i Krzysztof Karoń trafili na wraki niebieskiej mazdy i białego fiata 125p. - Trzeba było sprawdzić, czy wewnątrz nie ma ludzkich ciał, i podczepić wrak do liny wyciągarki. O godz. 20 wydostaliśmy na brzeg to pierwsze auto - mówi Jasiński. - Leżało na głębokości dziesięciu metrów, dachem w stronę dna. Po konsultacjach z policją okazało się, że ta mazda została skradziona w 2000 roku.Fiat wylądował na brzegu dwie godziny później. Również on okazał się pusty i skradziony - rok temu. Akcja poszła sprawnie także dlatego, że przyłączyła się do niej Centralna Szkoła Państwowej Straży Pożarnej w Częstochowie: to ona przysłała wyciągarkę i jej obsługę.

PK



Pytanie o Działanie


STRAŻ POŻARNA na wo(d)zie. Działalność OSP Częstochowa-Miasto wznowiła w 1993 r. Czym się teraz zajmuje? MARCIN ŁĘSKI, PREZES: Nie gasimy już pożarów. Jesteśmy jednostką ratownictwa wodnego, w której działa 25 płetwonurków. To jedyna taka jednostka na terenie dawnego woj. częstochowskiego. W 1995 r. zostaliśmy wpisani do Krajowego Systemu Ratowniczo-Gaśniczego. Uczestniczyliśmy w akcji ratunkowej po powodzi w Opolu i Wrocławiu. Mamy do dyspozycji samochód bojowy star 660 z 1968 r., łódź pontonową z silnikiem 40 KM, dwie sprężarki i zestawy dla płetwonurków.

not. DS



Znaleziona zatopiona


ospAkcja straży. Karetka pogotowia, którą ponad dwa tygodnie temu ukradziono w Częstochowie, została wczoraj odszukana. Ogołoconą z cennego sprzętu medycznego strażacy wydobyli z glinianki na Stradomiu. W nocy z 10 na 11 listopada karetka stała przy ul. Kościelnej, przed Salezjańskim Ośrodkiem Wychowania i Animacji "Sowa". Rano już jej nie znaleziono. Sam samochód, Polonez Cargo, wyceniony został na 20 tys. zł. Ale dwa miesiące wcześniej został on wyposażony przez Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy m.in. w respirator. - Wartość tego sprzętu oszacowano na ok. 50 tys. zł - przypomina komisarz Stanisława Gruszczyńska z Komendy Miejskiej Policji. Karetka należała do Zespołu Opieki Zdrowotnej w Lublinie, została jednak użyczona grupie ratownictwa drogowego z Bielska-Białej. Do Częstochowy wraz z ratownikami przyjechała na szkolenie dla wolontariuszy obsługujących Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy.
Policja: - Mamy informatora
Wiadomość, że karetka mogła zostać zatopiona w gliniance przy ul. Zaciszańskiej zdobyła policja. Jak? - Informator - krótko wyjaśnia sierżant sztabowy Ryszard Denderski z prowadzącego śledztwo w tej sprawie II komisariatu.
- Jak zawsze w takich wypadkach, policja powiadomiła Państwową Straż Pożarną, a ta - nas - informuje Marcin Łęski, prezes Ochotniczej Straży Pożarnej Częstochowa Miasto. Częstochowska OSP ma jedyną w naszym regionie sekcję ratownictwa podwodnego.
Straż: - Dajemy nurków
Poniedziałek, około godz. 13. Nad brzegiem glinianki pojawia się dwunastu ludzi z OSP, a także PSP w sile dwóch sekcji z jednostki ratowniczo-gaśniczej nr 1, dowodzonych przez kapitana Artura Chudego. Z nieba sypie śnieg, temperatura powietrza w pobliżu zera. - Woda ma nie więcej jak kilka stopni - stwierdza Łęski. Mimo to dwóch nurków przebiera się w kombinezony. Tak zwane suche, czyli nie przepuszczające wody. Najgorsze, że uzyskana przez policję informacja nie określa precyzyjnie miejsca zatopienia auta, a zbiornik ma około sześciu hektarów powierzchni. Samochód miał być zepchnięty do wody z brzegu od strony ul. Zaciszańskiej. Nie ma jednak żadnych śladów, by faktycznie coś się na tamtym brzegu działo.
- Może od strony Piastowskiej? - zastanawiają się strażacy.
Ponton kieruje się w miejsce wskazywane przez policyjnego informatora. Płetwonurkowie schodzą pod wodę. Nie mija wiele czasu, gdy z dna wydobywają dwie tablice rejestracyjne. Niestety, częstochowskie; poszukiwany samochód ma numer LBT 0919.
Nurkowie znowu znikają pod wodą. Nagle wiadomość: jest karetka!
- Jednak policja ma dobrych informatorów - nie kryje satysfakcji sierżant Denderski.
- Leży kawałek od brzegu, na głębokości czterech metrów, faktycznie od strony ul. Zaciszańskiej - informuje Krzysztof Bańbura, naczelnik częstochowskiej OSP.
- To na pewno ten samochód. Ale sprzętu w nim nie ma. Tylko radio - wyrwane, rzucone na siedzenie - i przytulanka dla rannych dzieci. No i nosze.
Gapie: - Jak można było?!
Kolejna para płetwonurków musi zamocować hol, by auto można było wydobyć na powierzchnię. To już zadanie dla zawodowych strażaków, dysponujących potężną wyciągarką (ochotnicy z OSP poza umiejętnościami i samozaparciem mają niewiele. brakuje im nawet samochodu, którym mogliby dojechać na akcję). Nad wodą coraz więcej ludzi: kolejni policjanci, przedstawiciel Polskiego Związku Wędkarskiego, do którego należy zbiornik... Oczywiście także gapie.
- Jak można ukraść karetkę? - obserwatorzy akcji są oburzeni.
- I po co? - nie kryją zdumienia policjanci. - Po co im taki specjalistyczny sprzęt? Kto to od nich kupi?
- Ale dobrze, niech no tylko próbują go sprzedać - któryś z funkcjonariuszy uśmiecha się złośliwie. Sprawcy kradzieży są nadal poszukiwani.

27/11/2001 | foto G. Skowronek



Stat4u |  All4Net.pl - Projektowanie Stron Częstochowa
czartery jachtów | Caparol | tłumaczenie na rosyjski | sklep z odżywkami | co zabrać na obóz | Najnowsze modele buty sportowe Nike, sklep i nie tylko. | Certyfikaty SSL | skoki spadochronowe toruń